Szukaj na blogu
Najnowsze komentarze
Brak komentarzy

Międzynarodowy fenomen ceramiki bolesławieckiej. Jak się narodził?

W dobie przesytu wszechobecnym plastikiem i masowością coraz chętniej wraca się do sprawdzonej klasyki. Świetnym przykładem jest choćby ceramika bolesławiecka, która w ostatnich latach przeżywa istny renesans. Wyroby polskich garncarzy goszczą na stołach we wszystkich zakątkach globu. Wprawiają w zachwyt celebrytów, notabli, ale i zwykłych ludzi. Komu i czemu zawdzięczają tak dobrą prasę i skąd właściwie wziął się ten międzynarodowy fenomen? Na te i inne pytania postaramy się odpowiedzieć Państwu w dzisiejszym tekście. 

Międzynarodowa popularność wyrobów garncarskich z Bolesławca ma długą historię. Miasto stało się ważnym ośrodkiem tej profesji już na przełomie XVII i XVIII wieku. Wtedy też zniesiono wynikający z prawa cechowego limit maksymalnej liczby zakładów rzemieślniczych w mieście. W efekcie, do Bolesławca zaczęli przybywać rękodzielnicy z całego regionu. Sławie miasta nad Bobrem przysłużyły się także dość niecodzienne wydarzenia. Wielkim echem w ówczesnej Europie odbiła się informacja o gigantycznym garncu wykonanym w tutejszej pracowni. Wyjątkowe dzieło Johanna Gottlieba Joppego mieściło 1950 litrów i mogło być największym tego typu wyrobem na świecie. Do końca II wojny światowej naczynie było symbolem miasta. Pobierano opłaty za możliwość jego zobaczenia, pisano o nim piosenki. Stało się nawet głównym motywem jednej ze sztuk teatralnych. Pod jego wielkim wrażeniem był John Quincy Adams, odwiedzający Niemcy przyszły prezydent USA.

Ceramiczne prosperity kwitło w najlepsze aż do 1945 roku. Pożoga wojny przyniosła geopolityczne zmiany. Miasto trafiło w ręce Polski, a niemieccy autochtoni zostali wysiedleni. Mało kto spodziewał się, że w obliczu trudów powojennej odbudowy, rzemieślnicze tradycje miasta tak szybko się odrodzą. Tym większym zdziwieniem napawa fakt, że to właśnie wtedy rozpoczęła się międzynarodowa ekspansja bolesławieckich wyrobów. Sławę za oceanem zawdzięczać mają one podobno amerykańskim żołnierzom stacjonującym w Niemczech. Na mocy kontraktu, zakłady dostarczały swoje produkty do specjalnych sklepów dla wojskowych i ich rodzin. Zdobyły wśród nich wielką popularność, trafiając w końcu i do samego USA, gdzie do dziś cieszą się niezmiennie dużym uznaniem. Przysłowiową cegiełkę w budowaniu renomy dolnośląskiego rzemiosła dołożył też sam Robert Redford. Znany z zamiłowania do dóbr o wysokiej wartości artystycznej aktor sprzedawał ceramikę z Bolesławca w swoim ekskluzywnym sklepie wysyłkowym Sundance. Warto nadmienić, że celebryta podobno sam stołuje się korzystając z bolesławieckiej zastawy i wciąż uzupełnia prywatną kolekcję o nowe nabytki.

Można powiedzieć, że miasto ma szczęście do żołnierzy zza oceanu. Także współcześnie to właśnie ta grupa ma nieoceniony wpływ na promocję ceramiki z Dolnego Śląska. W zeszłym roku do Bolesławca zawitały wojska NATO z 588 Batalionu Inżynieryjnego. W wolnym czasie niektórzy brali udział w specjalnych warsztatach ceramicznych. Pozostali chętnie kupowali tutejsze wyroby. Według rzemieślników Amerykanie gustują w bogatych zdobieniach i kolorystyce przypominającej ich flagę. Jak pokazuje przykład ostatnich miesięcy, w bolesławieckie dobra zaopatrują się nie tylko osoby prywatne, ale i poważne organy państwowe. Niedawno w internecie zrobiło się głośno o specjalnym zamówieniu złożonym przez Centralną Agencję Wywiadowczą USA. Instytucja zażyczyła sobie zestawów w kolorystyce odpowiadającej jej oficjalnym barwom. Bolesławiecki kobalt sprawdził się tu znakomicie. Wymogiem było też wkomponowanie w całość loga CIA wraz z charakterystycznym wizerunkiem orła. W przypadku samych dekoracji projektanci dysponowali większą swobodą artystyczną. Postawiono na klasyczne motywy kwiatowe. Jak donoszą nieoficjalne źródła, amerykańscy kontrahenci byli zadowoleni z efektów zlecenia.

Miasto ceramiki ma ogromną rzeszę fanów także na dalekim wschodzie. Choć największym importerem od lat jest USA, kolejne miejsca przypadają Korei i Japonii. W tamtejszej kulturze od zawsze dużym poważaniem cieszą się produkty wykonane ręcznie. Chyba właśnie w tym możemy upatrywać źródeł tak szerokiej popularności. Z myślą o nich, lokalni projektanci przygotowali nawet zastawy inspirowane azjatyckim wzornictwem. W poszukiwaniu interesujących produktów, mieszkańcy tych krajów chętnie przyjeżdżają do miasta, co stymuluje ruch turystyczny. Wystarczy przespacerować się przez bolesławiecki rynek podczas corocznego Święta Ceramiki. Spotkamy tam ludzi z całego świata. 

Podczas wizyty księcia Williama i jego żony Kate, prezydent Duda obdarował parę serwisem z Miasta Ceramiki. Z podobnego zestawu korzystał także papież Jan Paweł II. Podejmowane wielokrotnie próby sprywatyzowania zakładów ceramicznych zostały w ostatnich latach zaniechane. Słusznie. Wyroby bolesławieckich rzemieślników to nasza wspólna duma.

Zostaw komentarz
Zostaw odpowiedź
Zaloguj się aby dodać komentarz.

Menu

Ustawienia